Pułkownik Marcin Borelowski („Lelewel”) zebrawszy w zaborze austriackim nowy oddział, 20 maja 1863 r. w okolicy Zamchu wkroczył do Królestwa Polskiego na czele 120 ludzi uzbrojonych w 18 karabinów. Idąc nad kordonem w kierunku Luchowa, następnie przez Księżopol mimo minięcia Tarnogrodu i Krzeszowa, pod Sierakowem dopiero zaopatrzył się broń zakopaną przez inny rozbity oddział. Zabrawszy nadliczbową broń na furgony, już ze 150 ludźmi ruszył wzdłuż granicy ku Zaklikowu, gdzie zabrawszy sporo mundurów kozackich, rynsztunków i koni, pomaszerował lasami nad Wisłą i po kilku dniach marszów, wśród ciągłego deszczu, dnia 29 maja wieczorem stanął pod Chruśliną.
Tutaj oddział Borleowskiego razem z rozbitkami Zygmunta Koskowskiego liczył 180 strzelców i 30 jazdy. Rosjanie na wiadomość o pojawieniu się nowego oddziału wyruszyli przeciw niemu. Podpułkownik Rahuza, wysłany z Lublina i pułkownik Gieorgij Miednikow, idący do Janowa. Połączone kolumny rosyjskie zaatakowały Marcina Borelowskiego o godzinie 7.00 z rana. Borelowski, korzystając tak z ducha żołnierzy, jak z dogodności pozycji na wzgórzu, obsadził ją zręcznie szczupłym swoim oddziałem. Część wojsk rosyjskich rozsypała się pod lasem w tyraliery, a część rzuciła się pod górę, kierując prawie całą siłę na prawe skrzydło powstańcze. Jednakowoż po godzinnym rzęsistym ogniu z obu stron celne strzały strzelców zmusiły nieprzyjaciela do odwrotu i skierowania się na lewe skrzydło, który to atak również po godzinnej walce odparty został. Z tej chwili Borelowski widząc przeważające siły nieprzyjaciela, bo pięć kompanii piechoty z czterema działami, skorzystał, zwinąwszy tyralierów, ścieśnionymi kolumnami, przykrywając furgony kawalerią, cofnąć się w lasy skokowskie.
Oddział powstańczy stracił w tej potyczce 22 zabitych, między nimi starszego sierżanta Zybelmajera. Straty miały miejsce głównie przy ściąganiu łańcucha tyralierskiego, gdy do zbiegłych w nieforemną gromadę Rosjanie dali rotową salwę. Z 20 rannych, 16 odwieziono do Opola. Przy Borelowskim pozostało tylko 80 ludzi, z którymi wymykając się Rosjanom, dotarł w lasy lubartowskie, zbierając tam dalszych rozbitków Koskowskiego i łącząc się chwilowo z Kuckim i Karolem Krysińskim. Pod Kockiem przekroczył Wieprz, paląc most za sobą, a stamtąd przez Serokomlę, Adamów i Miastków ruszył ku Garwolinowi na wiadomość o znacznym transporcie broni i pieniędzy. W potyczce pod Chruśliną odznaczyli się szczególnie kapitan Kalikst Ujejski oraz porucznik Sokulski i Osten – obaj ranni. Straty Rosjan, którzy znajdowali się w pozycji mniej dogodnej, niż oddział powstańczy, miały być znaczniejsze niż Borelowskiego (do 100 rannych i zabitych).