Ledwie dwa dni upłynęły od stracenia ks. Stanisława Iszory, gdy przed plutonem egzekucyjnym w Wilnie postawiono kolejnego duchownego, Rajmunda Ziemackiego, „przeszło siedemdziesięcioletniego starca, proboszcza kościoła Wiewiórskiego z powiatu Lidzkiego, także za ogłoszenie manifestu Rządu Tymczasowego”. Na miejsce kaźni szedł razem z młodym ziemianinem (źródła nie są zgodne w sprawie jego nazwiska – Laskowski, Laskiewicz lub Leskowicz). „Obu prowadzono pieszo, w dzień biały z muzyką i żandarmami na plac stracenia. Ksiądz Ziemacki staruszek pochylony i siwy, osłabł zupełnie i musiano go prowadzić, przywiązany do słupa stracił całkiem przytomność. Laskowski umierał mężnie” – pisał Walery Przyborowski, kronikarz powstania. W rzeczywistości ksiądz Ziemacki nie był aż tak wiekowy. Urodził się w 1810 roku, jako młodzieniec brał udział w Powstaniu Listopadowym.
Murawjow uznał, że aby stłumić powstanie, należy uderzyć m.in. w Kościół: „Księżom po wsiach i miastach nakazano oznajmić, że za najmniejszy udział w powstaniu czy to słowem, czy czynem, za odczytywanie proklamacyj lub inne manifestacye w kościołach będą oddawani pod sąd polowy. Powinnością ich jest nieść z siebie ofiarę dla uspokojenia kraju i starać się, by każdy wykonywał święty obowiązek wiernopoddańczej przysięgi swemu monarsze” – pisano w instrukcji, wydanej w dniu egzekucji księdza Ziemackiego. Wkrótce do wyjazdu zmuszono biskupa wileńskiego. Podczas powstania powieszono lub rozstrzelano kilkudziesięciu księży, kilkuset zesłano na katorgę.