Ostatni dzień wolności dyktatora Romualda Traugutta – 10 kwietnia 1864 r.

Podziel się w social media!

Przeczytanie tego artykułu zajmie 5 min.
Autor: Kamil Kartasiński

„To już?” – odparł kupiec Michał Czarnecki, gdy do jego mieszkania weszli rosyjscy żołnierze. Chwilę wcześniej złożył swoje ręce do modlitwy, jakby czekając na to co nieuchronne. Możemy tylko domyślać się co czuł Romuald Traugutt – ostatni dyktator Powstania Styczniowego, gdy 11 kwietnia 1863 roku został aresztowany w swoim tymczasowym mieszkaniu przy Smolnej 3 w Warszawie.

 

Wyczekiwana z wielką nadzieją wiosna 1864 r. nie przyniosła walczącym powstańcom realnej pomocy. Europa, która z tak wielką życzliwością jeszcze rok temu wspierała walczących z Rosjanami (co prawda głównie dobrym słowem, rzadko czynem), obecnie była zajęta innymi sprawami. Od lutego 1864 r. trwała Wojna Duńska, w której siły Danii walczyły ze Związkiem Niemieckim (Prusami i Austrią). Za oceanem siły wojsk Unii pod głównym dowództwem Ulyssesa S. Granta wciąż toczyły krwawe zmagania z wojskami Konfederacji. Austria, która przez dłuższy czas „przymykała oko” na przerzut broni i wojsk powstańczych przez jej granicę, od lutego 1864 r. wprowadziła stan oblężenia, definitywnie kończąc z postawą „życzliwej” (jeśli tak możemy to określić) neutralności. Sprawa polska przestała mieć znaczenie europejskie, a stała się sprawą wewnętrzną Imperium Rosyjskiego.

38-letni Romuald Traugutt, doskonale zdawał sobie sprawę z tej trudnej sytuacji. Poza problemami związanymi z dowodzeniem powstaniem, spotkała go również osobista tragedia. W początku 1864 r. otrzymał wiadomość o śmierci swojego niedawno narodzonego syna Romana, a jego żona i córki były w trudnej sytuacji materialnej. Na polu walki, powstańcze oddziały były coraz częściej rozbijane przez wojska rosyjskie. Choć wciąż dzielnie walczono, gasła nadzieja na odniesienie zwycięstwa. Tysiące rannych, zabitych i przebywających w więzieniach, stawało się coraz częściej ponurą powstańczą rzeczywistością. Ten ponury nastrój wiosny 1864 r. został doskonale oddany w  filmie „Szwadron” w reżyserii Juliusza Machulskiego.

Władze rosyjskie od kilku miesięcy zaciekle poszukiwały jakiegokolwiek śladu dyktatora powstania. Konspiracja była jednak tak głęboka, że Rosjanie nawet nie znali imienia i nazwiska człowieka, który starał się tchnąć nowego ducha w walczących powstańców. Nie przypuszczali, że na czele „polskich miatieżników” może stać „ich” człowiek – zasłużony oficer armii carskiej, który swoje wojskowe szlify zdobył w trakcie powstania na Węgrzech (1848-1849) oraz Wojnie Krymskiej (1853-1856). Jednakże wraz z biegiem czasu, pętla carskiego pościgu coraz bardziej się zawężała wokół Traugutta i jego najbliższych współpracowników. 3 lutego 1864 r. aresztowano Jana Ławcewicza, pomocnika sekretarza stanu Józefa Kajetana Janowskiego. Ławcewicz pobity przez Rosjan, złożył obszerne zeznania. Wspomniany Janowski oraz dyrektor Wydziału Wojny Józef Gałęzowski musieli wyjechać zagranicę, aby uniknąć aresztowania. 10 marca aresztowano Rafała Krajewskiego – dyrektora Wydziału Spraw Wewnętrznych. W tym samym miesiącu została rozbita „Ekspedytura”, która zapewniała łączność Rządu Narodowego z terenem. Wokół dyktatora, jak pisał historyk Stefan Kieniewicz: „zaczęła się wytwarzać pustka”. Nadeszła w końcu pamiętna noc z 10 na 11 kwietnia 1864 r., gdy w kamienicy na ulicy dolnej Smolnej o numerze 3, godzinę po północy rozległ się donośny dzwonek do drzwi …

W mieszkaniu na ulicy Smolnej, Romuald Traugutt przebywał od niemal samego początku objęcia dyktatury nad powstaniem. Marian Dubiecki (sekretarz Rusi oraz łącznik pomiędzy dyktatorem a światem) wraz z Wacławem Przybylskim (naczelnik Wydziału Zagranicznego), zdecydowali się wynająć lokal złożony z pięciu pokojów i kuchni od Heleny Petroneli Kirkorowej. Romuald Traugutt zajmował jeden z pokoi. Jego wyposażenie było bardzo skromne, składało się z łóżka, kanapy, stołu, komody i biurka. Wszystko to, jak pisał jeden z jego bliskich współpracowników było: „dość zużyte, zapewne na tandecie spiesznie zakupione”. Nieistniejąca już kamienica znajdowała się w obecnej dzielnicy Warszawy – Śródmieściu. Wybór takiej lokalizacji był podyktowany tym, że miejscowym komisarzem policji była osoba sprzyjająca powstaniu, która chroniła miejsce pobytu dyktatora przed czujnym okiem władz rosyjskich.

Właśnie w tym miejscu Romuald Traugutt z takim powodzeniem przez kilka miesięcy dowodził ruchem powstańczym, w który wlał nową energię. Wprowadził jednolitą strukturę formacji powstańczych, dążył do integracji wszystkich grup społecznych wokół idei walki. Samodzielnie opracowywał odezwy, rozkazy, instrukcje. Władza dla niego, jak sam pisał, nie była: „celem ambicji, ale aktem poświęcenia”. Pracę rozpoczynał około 8.00/10.00 rano, kończył natomiast późno w nocy, pracując przy swoim skromnym biurku, przy świetle świec lub lampy naftowej. Pod osłoną mroku wychodził ze swojego mieszkania, aby w trzech wyznaczanych punktach w Warszawie, odbyć spotkania z dyrektorami poszczególnych wydziałów lub przedstawicielami poszczególnych organizacji powstańczych, którzy działali w terenie i przybyli do miasta. Wszystko to funkcjonowało aż do niedzieli 10 kwietnia 1864 r.

Dzień wcześniej, bliski współpracownik Romualda Traugutta – Marian Dubiecki odbył z nim rozmowę, podczas której poruszano kwestie związane z ruchem powstańczym. Rozmowa obu panów przeciągnęła się niemal do północy. Przed pożegnaniem Dubiecki zapytał się Traugutta czy ma może do przekazania jakieś wieści do dyrektora spraw zagranicznych. Dyktator odparł: „Nie mam żadnych, uściskajcie go ode mnie”. Były to ostatnie słowa, jakie usłyszał od Traugutta w swoim życiu. Kilka godzin później, a był to niedzielny poranek 10 kwietnia, do oficyny Dubickiego, które znajdowało się tuż obok mieszkania Traugutta zapukała rosyjska policja. Zdążył on tylko spojrzeć: „na główne domostwo, i z niemałą pociechą nie zobaczyłem tam ani policji, ani żandarmerii, cisza otaczała siedzibę dyktatora … „Ocalony! …”.  Jak się miało okazać, jego radość była przedwczesna.

W tym samym dniu, kiedy Dubicki z Trauguttem przeprowadzili swoją ostatnią rozmowę, odbyło się przesłuchanie Artura Goldmana, który był zatrudniony w Wydziale Skarbu. Został on aresztowany w połowie marca 1864 r. w wyniku przesłuchania Jana Ławcewicza. Goldman zeznał, że to Traugutt przybył w październiku 1863 r. do Warszawy, aby objąć kierownictwo nad Rządem Narodowym. Przyciśnięty przez przesłuchujących, podał rysopis dyktatora oraz nazwisko, pod którym był zameldowany w Warszawie – kupiec Michał Czarnecki, legitymujący się paszportem austriackim. Rosjanie w końcu go mieli …

Powróćmy na ulicę Smolną. Wydarzenia niedzielnego poranka do głębi poruszyły Traugutta, który zwierzył się Helenie Kirkorowej ze swojego smutku. Trudno się dziwić. Współpraca z Dubieckim układała się znakomicie, a panowie nawzajem się polubili i wspierali. Do umysłu powstańczego przywódcy powoli dochodziła myśl, że nieubłagalnie zbliża się jego koniec. Jak pisał profesor Stefan Kieniewicz: „Traugutt wiedział więc co go czeka, mimo to nie próbował się ukryć, a może i nie miał już po temu możliwości”. Nie wiemy jak długo rozmyślał nad swoim losem, zanim udał się na spoczynek do swojego pokoju. O godzinie 1.00 w nocy, a był to już poniedziałek 11 kwietnia, lokatorzy mieszkania usłyszeli natarczywe pukanie do drzwi. Traugutt udał się do Kirkorowej mówiąc do niej: „Po panią przyszła policja …”. Otworzono drzwi, a do pomieszczenia weszła grupka uzbrojonych Rosjan pytając o kupca Michała Czarneckiego. Traugutt spoczywał na łóżku, gdy do jego pokoju weszli Rosjanie. Spojrzał na nich, mówiąc ze spokojem: „To już”.

Stoicka postawa zaskoczyła Rosjan, ale jeszcze bardziej wywarły na nich wrażenie warunki, w których mieszkał nieuchwytny „Michał Czarnecki”. Jak już wspomnieliśmy, lokum dyktatora było dalekie od przepychu i blichtru możnych tego świata. Rosjanie dokonali przeszukania całego mieszkania, jednakże nie znaleźli nic podejrzanego. Traugutta przewieziono na Pawiak, a następnie do X pawilonu Cytadeli Warszawskiej. W trakcie aresztowania Rosjanie, nie zabrali ze sobą Heleny Kirkorowej, która nie została jeszcze zadencjunowana. Bohaterska kobieta zdążyła jeszcze oddać pozostawione dokumenty dyktatora Franciszce Kryt, aby przekazała je dalej. Niecałe 24 godziny później Kirkorowa również została aresztowana i poddana surowemu przesłuchaniu. Nie wydała nikogo. Skazana na osiedlenie na Syberii, nigdy już nie powróciła na ziemie polskie.

Aresztowany Romuald Traugutt został poddany szczegółowemu śledztwu, które trwało kilka miesięcy. Do końca zachował się godnie, nie ujawniając nikogo ze swoich towarzyszy.  Skazany na śmierć, został pozbawiony możliwości pożegnania się ze swoją żoną, z którą wymieniał pełne czułości listy więzienne. 5 sierpnia 1864 r., został powieszony na stokach Cytadeli Warszawskiej. Dokładnie 57 lat później, w tym samym miejscu marszałek Józef Piłsudski, oddając hołd ostatniemu dyktatorowi Powstania Styczniowego, udekorował dziesięciu weteranów zrywu z lat 1863-1864 Orderem Virtuti Militari. Historia zatoczyła koło.