Bitwa pod Ignacewem, 8 maja 1863

Podziel się w social media!

Przeczytanie tego artykułu zajmie 5 min.
Autor: Michał Mackiewicz, Muzeum Wojska Polskiego

Generał Edmund Taczanowski należy do najbardziej znanych polskich dowódców Powstania Styczniowego. Ten doświadczony zawodowy oficer odbył w sumie dwie kampanie w Kaliskiem i stoczył kilka dużych bitew. Największą była batalia pod Ignacewem 8 maja 1863 roku.

 

Województwo kaliskie, stanowiące część rosyjskiej guberni mazowieckiej, było areną niezwykle zaciętych walk toczonych wiosną i latem 1863 roku. Działało tu kilku zdolnych dowódców, m.in. Józef Oxiński, Edmund Callier i Kazimierz Mielęcki. Dzięki bliskości Wielkiego Księstwa Poznańskiego, skąd przybywały nie tylko rzesze ochotników, ale i dostawy broni strzeleckiej (o ile nie skonfiskowali jej Prusacy), możliwe było odtwarzanie rozbitych oddziałów i kontynuowanie walki. Mimo prób nadania jej zorganizowanego charakteru, była to przede wszystkim tzw. mała wojna, prowadzona metodami partyzanckimi przez samodzielne oddziały. Zwolennikiem działań w większej skali był Taczanowski, który dzięki wsparciu Komitetu Działyńskiego (organizacji założonej w Wielkopolsce przez Jana Kantego Działyńskiego, wspierającej powstanie materialnie i organizacyjnie) wkroczył z Poznańskiego do zaboru rosyjskiego i 16 kwietnia zajął leżące tuż za kordonem Pyzdry. Taki był początek pierwszej, niespełna miesięcznej kampania generała.

Powstańczy obóz w Pyzdrach tętnił życiem przez blisko dwa tygodnie. Chmielewski, uczestnik wydarzeń, wspominał: „Całe miasteczko zajęte naszym wojskiem, wszędzie gromadki żołnierzy, leżących to stojących – przy nich w kozły poustawiane karabiny. Wszędzie ład i porządek, żadnego zamieszania. Słowem, dusza się radowała, a oczy chciały z oprawy wyskoczyć”. Chwilowo nieniepokojeni przez Rosjan Polacy skupili się na pracy organizacyjnej, tym bardziej że oprócz Wielkopolan do miasta przybywali liczni ochotnicy z Kaliskiego.

Uzbrojenie, przynajmniej jak na warunki powstańcze, było nie najgorsze. Blisko połowa wojska znajdującego się pod komendą Taczanowskiego (szacowanego na 1300–1400 ludzi) dysponowała bronią strzelecką, w tym wojskowymi gwintowanymi karabinami i sztucerami z bagnetami. Resztę tworzyli kosynierzy, nieliczna jazda oraz artyleria. Ta ostatnia była symboliczna, złożona z trzech małych armatek, o których powstaniec Paweł Wyskota Zakrzewski napisał, że były bez wartości. Dowodząc stosunkowo silnym zgrupowaniem i licząc na współdziałanie z pozostałymi dowódcami operującymi w Kaliskiem (zwłaszcza Leonem Youngiem de Blankenheimem, również wydelegowanym przez Komitet Działyńskiego), Taczanowski chciał wyprzeć Rosjan z terenów województwa. Po opanowaniu przestrzeni operacyjnej zamierzał przeprowadzić mobilizację i zmienić charakter wojny z partyzanckiej na regularną, prowadzoną przez siły zorganizowane wojskowo.

 

„Szajka Taczanowskiego”

Rosjanie przygotowywali się do walnej rozprawy z szajką Taczanowskiego, jak nazywali powstańczy oddział. Kierując w Kaliskie oddziały z różnych stron Królestwa, zebrali ponad 6 tys. żołnierzy i rozpoczęli jedną z największych operacji przeciwpartyzanckich. Dowodził nią naczelnik wojenny okręgu kaliskiego gen. Andriej Brunner. 29 kwietnia Rosjanie zaatakowali Pyzdry. Na dalekich przedpolach miasta, wśród podmokłych łąk na lewym brzegu Warty, Polacy odparli nieprzyjaciela w pojedynku ogniowym, po czym kontratakiem kosynierów zmusili go do odwrotu.

Ponieważ kolejne, tym razem koncentryczne natarcie pozostałych kolumn ruchomych było kwestią czasu, Taczanowski zdecydował się opuścić rejon Pyzdr. Planując dalszą rozbudowę oddziału i szkolenie żołnierzy, chciał unikać bitew. Powstańcy byli zatem w ciągłym ruchu. Forsowne marsze, brak dłuższego odpoczynku i odpowiedniej aprowizacji wyczerpywały siły nieprzywykłych do wojaczki powstańców. Pojawił się defetyzm, nasiliła dezercja, a powstańcze zgrupowanie, zamiast rosnąć w siłę, traciło wartość bojową. W chwili zwątpienia udało się jednak odnieść niespodziewany sukces. 6 maja zgrupowanie Taczanowskiego wkroczyło do Koła, a jeszcze tego samego dnia zdołano odeprzeć atak kolumny gen. Brunnera. Podniosło to morale wojska.

Ponieważ w kierunku miasta maszerował z Kutna kolejny oddział pod komendą gen. Nikołaja Krasnokutskiego, podjęto decyzję o dalszym marszu. Powstańcy skierowali się na północny zachód, planując dotrzeć do lasów w rejonie Kazimierza Biskupiego (na północny zachód od Konina).

Rosjanie, połączywszy siły pod Koninem, postanowili zadać Taczanowskiemu ostateczny cios. W ślad za powstańcami ruszył gen. Krasnokutski, natomiast gen. Brunner zdecydował się na głęboki manewr oskrzydlający. Carscy dowódcy zamierzali wziąć Polaków w kleszcze. Sztab Taczanowskiego nie miał pojęcia o zamiarach Brunnera.

 

Przed bitwą

7 maja wieczorem ok. 1200 powstańców dotarło do wioski Ignacewo. Z powodu wyczerpania żołnierzy dalszy forsowny marsz był ryzykowny i groził rozpadem zgrupowania. Po burzliwej dyskusji z oficerami Taczanowski zdecydował się wydać bitwę Krasnokutskiemu. Liczył, że wesprze go Alfons Seyfied, dowodzący operującym niedaleko oddziałem.

Przygotowania do starcia rozpoczęto rankiem 8 maja, kiedy konne pikiety potwierdziły ruch sił rosyjskich. Carski generał dysponował trzema rotami (kompaniami) strzelców, dwoma (jednym?) szwadronami huzarów grodzieńskich lejbgwardii oraz kilkudziesięcioma saperami i kozakami, wsparcie zapewniały dwa działa (w niektórych powstańczych relacjach mowa nawet o kilkunastu). W sumie Krasnokutski dysponował ok. tysiącem żołnierzy.

Ignacewo było niewielką wsią położoną przy trakcie łączącym Sompolno i Ślesin. Od wschodu teren był otwarty, ale utrudnieniem dla atakujących były bagniste łąki. Najdogodniejszy kierunek ataku wiódł wzdłuż traktu – był to, siłą rzeczy, stosunkowo wąski odcinek. Od zachodu do zabudowań przylegał las, który utrudniał przeciwnikowi oskrzydlenie powstańczych pozycji i zapewniał osłonę polskim odwodom oraz taborom.

Obronę postanowiono wzmocnić naprędce budowanymi umocnieniami: „Chałupy zajmują jedni, drudzy sypią szańczyki, jeden nieco wyższy wznoszą nad główną drogą, a w środku naszej linii bojowej” – wspominał Zakrzewski. Długi wał, zasieki i zamienione w reduty chłopskie zabudowania znacząco wzmocniły powstańczy szyk. Zarówno w centrum pozycji, jak i na obu skrzydłach ciężar walki spoczął na strzelcach Witolda Turno (w sumie siedem kompanii). Stanowiących odwód kosynierów, którymi dowodził Francuz Georges Ganier d’Abin, ukryto wraz z jazdą w lesie. Szefem sztabu Taczanowskiego był Michał Strzelecki.

 

Klęska

Rosyjski atak wyszedł z kierunku południowo-wschodniego, natarcie piechoty poprzedził ostrzał artylerii. Nie wyrządził Polakom większych szkód i do walki wkroczyli tyralierzy poprzedzający zwarte kolumny szturmowe. „Z powodu błotnistego terenu po obu stronach traktu, jak to przewidzianym było, Rosjanie zmuszeni byli atakować nas kolumną po trakcie, wskutek czego ogromne ponosili straty, mimo to wszakże, choć ustępowali, upiornie jednak powracali, kusząc się wielokrotnie o sforsowanie naszej obronnej pozycji” – opisywał jeden z polskich kawalerzystów pełniących służbę ordynansową przy sztabie. Polacy mieli przeciwko sobie oddziały elitarne – strzelców, którzy byli zdecydowanie lepiej wyszkoleni niż piechurzy z pułków linowych. Generał Krasnokutski okazał się godnym przeciwnikiem i działał z dużą determinacją. Nacierając od czoła i stopniowo zbliżając się do polskich pozycji, próbował też wyszukiwać słabsze punkty obrony.

Gdy Rosjanie byli już bliscy zabudowań Ignacewa, spadł na nich kontratak kosynierów. Skuteczny. Odrzucony z polskiego centrum i prawego skrzydła Krasnokutski rozkazał manewr oskrzydlający na lewą, nieoszańcowaną flankę Taczanowskiego. Walczące tam kompanie strzeleckie zaczęły ustępować, ale polski dowódca zachował się przytomnie i ponownie rzucił do kontrataku kosynierów. I tym razem odniesiono zwycięstwo, a carscy żołnierze musieli w panice rejterować z pola walki. W międzyczasie doszło też do potyczki kawalerii.

Niestety, był to już ostatni sukces. Obrońcy nie doczekali się posiłków, za to na pole bitwy dotarł spóźniony gen. Brunner. Stosunek sił zmienił się radykalnie na niekorzyść Polaków. Rosjanie dysponowali teraz ponad 3 tys. żołnierzy. Do walki ruszyły świeże kompanie i szwadrony przeciwnika, co przesądziło o wyniku starcia. Ponowny oskrzydlający atak na osłabione lewe skrzydło powstańców połączony z równoczesnym natarciem na broniące się od kilku godzin centrum i prawą flankę doprowadziły do załamania polskiego szyku. Doszło do walki na najbliższym dystansie. Odizolowane przez Rosjan grupki broniły się w oparciu o drewnianą zabudowę i wewnątrz umocnień polowych. Nie dawano pardonu; zabarykadowanych w chatach i ostrzeliwujących się Polaków palono żywcem. Bito się bagnetami i kolbami. Bitwa zamieniła się w niekontrolowaną rzeź. I byłaby ona zapewne dużo większa, gdyby nie zbawienny las za wsią, który umożliwił powstańcom odwrót. „Zrobił się popłoch. Uprowadził więc [Taczanowski – MM] część tylko oddziału w głąb lasu, a reszta w strasznym popłochu poszła w rozsypkę i z tych najwięcej zginęło, bo uciekający wpadali wprost na Moskali i ginęli przebici bagnetem lub o 2–3 kroki kulą zastrzeleni” – relacjonował Chmielewski. Taczanowski, powalony nagłym atakiem podagry, został wyniesiony z pola bitwy i wraz z grupą oficerów sztabu oraz częścią żołnierzy zrejterował na zachód. Inną grupę, liczącą aż czterystu ludzi, uratował z pogromu Jan Kanty Działyński, który po rozbiciu przez Prusaków założonego przez siebie komitetu, dołączył do zgrupowania jeszcze w Pyzdrach. Inni uciekali w małych grupkach lub ratowali się na własną rękę.

 

Konkluzja

Bitwa pod Ignacewem była jedną z najkrwawszych w całym powstaniu. Polskie straty można szacować na ok. trzystu żołnierzy (zabici, ranni, wzięci do niewoli) – ponad połowa z nich zginęła w bezpośredniej walce, została dobita lub spalona w zabudowaniach. Znaczący ubytek zanotowano wśród doświadczonej kadry oficerskiej: na placu boju padł m.in. Strzelecki, a w wyniku odniesionych ran zmarł Turno. Rosjanie zdobyli też sporo sprzętu i broni. Własne straty określali na dwudziestu kilku zabitych i kilkudziesięciu rannych, ale biorąc po uwagę kilkugodzinny i bardzo zacięty bój najwyraźniej znacznie je zaniżyli.

Najwybitniejszy badacz dziejów powstania styczniowego prof. Stefan Kieniewicz napisał o bitwie pod Ignacewem, że w jej wyniku załamała się [...] jeszcze jedna operacja polska w większym stylu”. Niemniej Rząd Narodowy dobrze ocenił działania Taczanowskiego. Mianowany generałem brygady i wyznaczony na naczelnika wojskowego województwa kaliskiego rozpoczął wkrótce kolejną kampanię. Latem 1863 roku walki na tym obszarze miały kosztować Rosjan jeszcze dużo krwi.