Bitwa pod Fajsławicami, 24 sierpnia 1863

Wokół powstańców powoli zamykał się pierścień okrążenia. Krysiński zaczął się wycofywać, nie informując o tym Ruckiego i Wagnera. Za nim podążał Heydenreich. Ich oddziały zdołały się przedrzeć przez linię wroga i dotrzeć do pobliskich Biskupic.

Podziel się w social media!

Przeczytanie tego artykułu zajmie 4 min.
Autor: Anna Pyżewska

Tak jak Powstanie Styczniowe było największym i najdłużej trwającym polskim zrywem narodowym w XIX wieku, tak stoczona wówczas bitwa pod Fajsławicami to bodaj najbardziej krwawe starcie powstańców z wojskami rosyjskimi w 1863 roku.

Fajsławice to wieś leżąca kilkanaście kilometrów na północny zachód od Krasnegostawu w województwie lubelskim. Latem 1863 roku na tym terenie działało wiele oddziałów powstańczych, m.in. partie płk. Karola Krysińskiego, mjr. Józefa Władysława Ruckiego czy mjr. Hermana Wagnera. Naczelnikiem wojennym sił powstańczych na Lubelszczyźnie był Michał Kruk-Heydenreich, mianowany na to stanowisko przez Rząd Tymczasowy.

Kilkanaście dni przed bitwą pod Fajsławicami polskie oddziały odniosły zwycięstwo w dwóch starciach: pod Chruśliną (4 sierpnia) i Żyrzynem (8 sierpnia). Po tej ostatniej Heydenreich, do tej pory podpułkownik, został awansowany do stopnia generała. Sukces polskich oddziałów sprawił, że w pościg za nimi natychmiast ruszyły znaczne siły rosyjskie. Polacy, zmuszeni do nieustannego przenoszenia się z miejsca na miejsce, nie mogli podjąć walki – byli wyczerpani wcześniejszymi starciami i ciągłym przemieszczaniem się. Poza tym po batalii pod Żyrzynem nie mieli już amunicji.

W pewnym momencie gen. Heydenreich podjął decyzję o tymczasowym rozproszeniu oddziałów, uznał bowiem, że mniejsze grupy żołnierzy łatwiej zdołają się ukryć lub wymknąć Rosjanom. On sam planował pozyskać w tym czasie amunicję. Po uzupełnieniu braków w uzbrojeniu oddziały ponownie miały się połączyć i przystąpić do dalszych działańZ planów Kruka nic nie wyszło. Partie Ruckiego i Wagnera zostały skierowane ku granicy z Galicją, w okolice Kraśnika. Miały ściągnąć na siebie uwagę Rosjan, co umożliwiłoby przekroczenie granicy przez nowo sformowane odziały powstańcze. Rosjanie owszem, zauważyli polskie oddziały, tylko że natychmiast rzucili ku nim duże siły: najpierw z Janowa Lubelskiego wyruszyła kolumna płk. Grigorija Jemanowa, następnie z Lublina oddział Sołłoguba. W tym samym czasie Krysiński, za którym także podążali Rosjanie, zwrócił się z prośbą o pomoc do Ruckiego. Ten ruszył mu z odsieczą, nie zważając na to, że jego samego też ścigał Jemanow. Próbując opóźnić pościg, po przekroczeniu Wieprza pod Dorohuczą Rucki spalił most łączący oba brzegi rzeki. Jego partia spotkała się z oddziałami Wagnera i Krysińskiego we wsi Siedliszcze, najprawdopodobniej 23 sierpnia dotarł tam także gen. Heydenreich. Łącznie zebrało się najprawdopodobniej do 1700 żołnierzy.

W potrzasku

Sytuacja zrobiła się groźna: w kierunku Polaków szło ok. 3 tys. żołnierzy rosyjskich. Podczas narady w Siedliszczu Kruk podjął decyzję o odwrocie na południe, w kierunku Oleśnik i dalej, ku Wieprzowi, a po jego przekroczeniu w stronę lasów w okolicach Fajsławic. Mimo że powstańcy byli wyczerpani, generał nie dał im czasu na odpoczynek. Nad ranem wszystkie oddziały się połączyły i zaczęły ustawiać w kolumnę marszową. Pierwsi ruszyli żołnierze Krysińskiego, za nim Heydenreich z eskortą, następnie oddziały Ruckiego i Wagnera. Szybko doszło do nieporozumień, dowódcy bowiem nie byli zgodni co do dalszych działań. Niektórzy uważali, że bezpieczniej będzie nie przeprawiać się przez Wieprz, usunąć się i nie podejmować walki z oddziałami Jemanowa (bo taki dalszy przebieg działań sugerował kierunek marszu). Heydenreich nie zmienił jednak zdania – rozgniewany dyskusjami, uciął je, mówiąc, że będzie tak, jak on chce.

W czasie marszu polska kolumna coraz bardziej się rozciągała. Wczesnym rankiem 24 sierpnia powstańcy rozpoczęli przeprawę na lewy brzeg Wieprza przez most w pobliżu Gęsiej Karczmy. Po drugiej stronie rzeki były Oleśniki. Po przejściu rzeki żołnierze na rozkaz Heydenreicha spalili most, odcinając sobie w ten sposób drogę odwrotu. Generał planował, że kiedy tylko dostaną się do lasów przedzielonych polną drogą wiodąca z Fajsławic do Biskupic, zarządzi odpoczynek.

Stało się jednak inaczej. Pod Fajsławicami polskie oddziały zostały nagle zasypane pociskami artyleryjskimi. Polaków zauważyła bowiem znajdująca się tam kolumna Jemanowa. Rosjanie uderzyli na idących na czele kolumny ludzi Krysińskiego. Ci przystąpili do walki – nierównej, gdyż wkrótce na pole bitwy dotarła rosyjska piechota. Na domiar złego Polacy byli w bardzo niekorzystnym położeniu: na otwartej przestrzeni, wyczerpani, a ich kolumna mocno się rozciągnęła (odległość między pierwszym oddziałem Krysińskiego a ostatnim Wagnera wynosiła ok. 3 km). Krysiński zaczął się przedzierać do nieodległego lasku, wśród drzew próbowali szukać schronienia także Rucki i Wagner. Nie zdołali się jednak połączyć z Heydenreichem i Krysińskim. W pewnym momencie ruszyli na pomoc swoim taborom, zaatakowanym przez oddziały rosyjskie; ostatecznie wozy udało się wycofać i ukryć nad rzeką.

Wokół powstańców powoli zamykał się pierścień okrążenia. Krysiński zaczął się wycofywać, nie informując o tym Ruckiego i Wagnera. Za nim podążał Heydenreich. Ich oddziały zdołały się przedrzeć przez linię wroga i dotrzeć do pobliskich Biskupic.

Klęska

Rucki i Wagner zostali sami. Kilkakrotnie podejmowali próby wyrwania się z okrążenia rosyjskiego, ale na próżno. Kiedy nieoczekiwanie nadciągnęły oddziały pod wodzą ppłk. Sołłohuba, losy bitwy były właściwie przesądzone. Powstańcy zostali wyparci z lasu. Rucki liczył jeszcze na to, że przyjdzie mu z pomocą Krysiński, ten jednak przysłał jedynie rozkaz podjęcia kolejnej próby przedarcia się przez Rosjan. Do ataku ruszyli wówczas, prócz kosynierów, strzelcy, którzy nie mieli już amunicji, musieli więc używać wyłącznie bagnetów. Ten ostatni zryw udał się tylko niewielkiej grupce walczących, w tym Ruckiemu, który wkrótce dołączył do Krysińskiego i Heydenreicha. Większość powstańców się poddała. Wśród nich był mjr Wagner.

 

Pod wieczór, kiedy upał zelżał, Rosjanie natarli na kilkuset powstańców, głównie kosynierów, którzy ciągle przebywali w lesie. Byli to żołnierze, którzy przystąpili do powstania niedawno, nie byli więc w stanie stawić skutecznego oporu. Ci, którzy przeżyli starcie, poddali się. Rosjanie triumfowali.

Pod Fajsławicami poległo lub zmarło w wyniku odniesionych obrażeń najprawdopodobniej ok. 185 powstańców. Pochowano ich na cmentarzach w Fajsławicach i Biskupicach oraz w Parczewie (jedna osoba). Rannych w walkach zostało co najmniej 164 żołnierzy (później z ran zmarło 25). Do rosyjskiej niewoli trafiło ok. 630 ludzi, wśród nich mjr Herman Wagner, których odprowadzono do Lublina. Aż 435 uczestników walk sądzono w warszawskiej Cytadeli. Ponad 20 skazano na zesłanie lub osiedlenie w głębi imperium rosyjskiego (głównie w Tobolsku). Straty rosyjskie były nieduże: kilkunastu zabitych i ok. czterdziestu rannych.

Uważa się, że o klęsce powstańców zdecydowało wiele czynników. Do tych najbardziej oczywistych należy przewaga liczebna Rosjan oraz ich lepsze uzbrojenie (dysponowali działami), a także ogromna determinacja spowodowana wcześniejszą przegraną pod Żyrzynem. Polscy dowódcy przyjęli błędną strategię – niepotrzebnie przekroczyli Wieprz i prowadzili walki na lewym brzegu rzeki, a niszcząc most przy Gęsiej Karczmie, odcięli sobie drogę odwrotu. Oddzielną sprawą jest zachowanie Heydenreicha, które trudno nazwać inaczej niż ucieczką z pola walki. Klęska oddziałów powstańczych pod Fajsławicami właściwie zakończyła powstanie styczniowe na Lubelszczyźnie, które do tej pory przebiegało pomyślnie dla strony polskiej i mogło budzić uzasadnione nadzieje na zupełnie inny wynik zmagań.